|
Ratusz przegania kupców z pl. Szembeka. Mają natychmiast rozebrać budynek handlowy, który postawili 40 lat temu. Tak oczyszczony grunt dostanie spadkobierca przedwojennego właściciela
Małgorzata Zubik
Gazeta Wyborcza, 21. marca 2007 r.
- To dorobek życia moich rodziców - mówi Tomasz Wesołowski, właściciel sklepu z bielizną. - Oboje mają ponad 90 lat. Nie powiedziałem im ani słowa, że mam się stąd wynosić, bo taka wiadomość by ich zabiła.
Jednopiętrowy budynek z 11 sklepami i punktami usługowymi stoi na rogu ul. Grochowskiej i Zamienieckiej. Budowali go w połowie lat 60. za własne pieniądze "prywaciarze" - tak za czasów PRL nazywano przedsiębiorców. Zgodę na budowę dały ówczesne władze Pragi-Południe. Wskazały grunt. Kupcy uporządkowali teren, zrobili projekt i postawili budynek. Grunt dzierżawili od państwa, potem od gminy, podpisywali roczne albo trzyletnie umowy.
Rozbiórka w siedem dni
Pod koniec zeszłego roku właściciele dostali pisma z urzędu dzielnicy - koniec z dzierżawą. Budynek ma być rozebrany, a grunt trzeba przekazać miastu. Teraz prascy urzędnicy przysyłają ponaglenia. Na początku marca na opuszczenie terenu dali siedem dni.
W dramatycznej sytuacji znalazło się kilkudziesięciu kupców - stoiska to rodzinne firmy zatrudniające po kilka osób.
- Kupiłem pawilon w latach 90. i nikt ani słowem nie zająknął się, że jest coś na rzeczy - skarży się Janusz Gurbiel, który ma sklep z ubraniami. - Urząd miasta wydał decyzję o zwrocie nieruchomości spadkobiercom przedwojennych właścicieli już w lutym 2006 r. Nam przez ten czas nie powiedziano ani słowa. Teraz nie możemy zajrzeć do dokumentów. A przecież budynek należy do nas. Nie jest przedwojenny - podkreśla.
Miasto oddaje w naturze
Jak to możliwe, że miasto zwraca działkę, chociaż stoi na niej powojenny budynek, który ma właścicieli? Marcin Bajko, p.o. dyrektora miejskiego biura gospodarki nieruchomościami: - Nie mogliśmy spadkobiercom właścicieli wypłacić odszkodowania za grunt. Możemy wyłącznie oddać nieruchomość w naturze. Prawo lokalizacji tego budynku skończyło się już w 1975 r. i kupcy musieli liczyć się z tym, że przyjdzie moment rozbiórki. Zgodnie z przepisami nie możemy oddać budynku, który nie należał do przedwojennych właścicieli, dlatego zostanie rozebrany.
Wczoraj przedsiębiorcy z Grochowskiej spotkali się z Adamem Grzegrzółką, wiceburmistrzem Pragi-Południe. - Sprawa jest trudna - martwi się burmistrz. - Rzeczywiście od prawie 30 lat kupcy musieli liczyć się z tym, że rozbiorą budynek na każde żądanie wydziału architektury. Nie należy im się żadne odszkodowanie. Jest w tym wszystkim jednak aspekt ludzki.
Dlatego burmistrz Grzegrzółka będzie starał się przynajmniej przesunąć termin rozbiórki. - Jeśli okaże się, że nic nie można wskórać, będziemy szukać lokali, tak żeby nikt nie likwidował działalności gospodarczej - obiecuje.
Sami przedsiębiorcy liczą na to, że dojdą do porozumienia z potencjalnym inwestorem. Oprócz działki pod ich budynkiem miasto zwróciło też niewielką kamienicę sprzed wojny przy ul. Grochowskiej 127, po sąsiedzku. W sumie to całkiem spora nieruchomość w świetnym miejscu, tuż obok Centrum Handlowego Szembeka. W studium zagospodarowania Warszawy teren przeznaczono m.in. na usługi, na dodatek można budować dużo wyżej. Jeśli znajdzie się inwestor, przedsiębiorcy spróbują przystąpić z nim do spółki.
|