|
Ratusz rozpoczął rozmowy z pracującymi na Jarmarku Europa. Chcemy zostać na Pradze - mówią liderzy Kupieckiego Stowarzyszenia "Stadion"
Karol Kobos
Dziennik, 30. stycznia 2007 r.
Pracownicy Jarmarku Europa mają dość tego, że nikt nie rozmawia z nimi o przyszłości bazaru. Rejestrują właśnie Kupieckie Stowarzyszenie "Stadion" i zamierzają walczyć o swoje miejsca pracy. - Nie interesują nas zastępcze lokalizacje - mówią zdecydowanie.
O budowie Stadionu Narodowego mówi się od kilku miesięcy, ale z kupcami nikt nie rozmawiał. Na ich pisma nie odpowiedziały ani władze Warszawy, ani rząd. Sytuacja zmieniła się dopiero po publikacji "Dziennika". - Dostałam telefon z przeprosinami i zaproszenie na spotkanie z Adamem Leszkiewiczem, sekretarzem miasta. Okazało się, że pisma nie od razu trafiły do adresata - relacjonuje Bożenna Kolba, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kupców i Drobnej Wytwórczości, które zrzesza część pracowników Jarmarku Europa. Spotkanie odbyło się w piątek. - Pan Leszkiewicz znalazł czas, mimo że trwała nadzwyczajna sesja rady miasta. Bardzo poważnie potraktował nasze postulaty - chwali Kolba. Niewiele jednak ustalono. W czwartek odbędzie się kolejne spotkanie. Tym razem z udziałem wiceprezydenta Andrzeja Jakubiaka i Ryszarda Modzelewskiego powołanego w zeszłym tygodniu na stanowisko wicedyrektora w biurze działalności gospodarczej i zezwoleń. To właśnie on ma zajmować się miejskimi targowiskami. - Chcemy, by miasto przestało nimi zarządzać, bo robi to źle i nieefektywnie. Sami lepiej sobie poradzimy - tłumaczy Kolba.
W rozmowie z "Dziennikiem" wiceprezydent Jakubiak zapowiadał, że pierwszym i najważniejszym zadaniem Modzelewskiego będzie jednak sprawa Stadionu Dziesięciolecia. Nowy wicedyrektor miał przygotować listę lokalizacji, które można by zaproponować kupcom. 30 czerwca kończy się bowiem umowa dzierżawy stadionu i bazar musi zniknąć. Tyle że kupcy doszli do wniosku, że nie chcą się przenosić. - Nie interesują nas lokalizacje zastępcze - mówią zgodnie liderzy nowego Kupieckiego Stowarzyszenia "Stadion". - Chcemy tu pozostać. I będziemy o to walczyć. Możemy pokryć koszty budowy nowoczesnego centrum handlowego przy nowym stadionie -zapowiadają. Na razie stowarzyszenie zrzesza kilkadziesiąt osób. - Kolejni wkrótce dołączą, może być nawet 2,5 tys. osób -zapewnia jedna z liderek. Anonimowo, bo wniosku o rejestrację stowarzyszenia jeszcze nie rozpatrzono, a kupcy obawiają się, że ktoś może im przeszkodzić.
Kupcy chcą szybkiego spotkania z ministrem sportu Tomaszem Lipcem, w czym pomaga im Małgorzata Gosiewska, warszawska posłanka PiS. - Myślę, że dojdzie do niego w najbliższym czasie - mówi posłanka. Ale w Ministerstwie Sportu nikt nie słyszał o takich planach. - Minister nie zajmuje się stadionem. Sprawę przekazał dyrekcji Centralnego Ośrodka, Sportu - zapewnia Katarzyna Doraczyńska, rzecznik ministerstwa.
W COS mówią jeszcze coś innego: - Rozmów z kupcami było wiele i będą się dalej toczyć - twierdzi Krzysztof Siński, dyrektor COS. - To nieprawda. Nikt z nami jeszcze nie rozmawiał - odpowiadają kupcy, nie kryjąc zniecierpliwienia.
Ale nie czekając na wynik rozmów, Ośrodek zapowiedział, że lada dzień ogłosi konkurs na projekt Narodowego Centrum j Sportu. Ile miejsca zajmie część handlowa? Nie wie tego żadna zaangażowana w tę sprawę instytucja.
Te zapowiedzi mogą się ! okazać mocno na wyrost. Nie ma bowiem decyzji o warunkach zabudowy na terenie stadionu, a bez niej nie można ogłosić konkursu. Dyrektor Siński to potwierdza i od razu odbija piłeczkę: - W związku z brakiem decyzji dotyczącej warunków zagospodarowania terenu inwestycja budowy Narodowego Centrum Sportu opóźni się. COS nie ponosi za to winy.
Miasto też przyznaje, że decyzji nie ma i obwinia... COS. - 22 grudnia inwestor złożył zamienny wniosek, który dopiero jest analizowany pod kątem rozbieżności z projektem miejscowego planu zagospodarowania - poinformowała Jolanta Latała z biura naczelnego architekta miasta.
|