|
Burmistrz Słubic chce odbudować spalony, przygraniczny bazar, ale dopiero za kilka miesięcy. - Nie możemy czekać. Rozbierzmy tę ruinę bez ekspertyz i zbudujmy nowe targowisko w tym samym miejscu - mówią kupcy.
Dariusz Barański, Piotr Żytnicki, ab
Gazeta Wyborcza, 12. stycznia 2007 r.
Na spotkanie z władzami miasta do auli Collegium Polonicum przyszło wczoraj ponad 400 handlowców. Było ich tyle, że część z nich musiała stać na korytarzu. Atmosfera od początku była gorąca. - Musimy poczekać na ekspertyzy, które powiedzą, czy da się to odbudować - tłumaczył burmistrz Słubic Ryszard Bodziacki. - Ile to potrwa? Po co czekać? - krzyczeli kupcy, którzy w środowym pożarze stracili cały swój dobytek. - Może około dwóch miesięcy - odpowiedział burmistrz. Ludzie nie kryli wzburzenia. - Trzeba to rozebrać i zbudować od nowa. Sami możemy tam wejść i to zrobić - jedna z kobiet wywołała burzę oklasków.
Wszyscy chcą pomóc
Przygraniczny bazar w Słubicach spłonął doszczętnie w nocy ze środy na czwartek. Nie było ofiar, ale źródło utrzymania straciło co najmniej 6 tys. osób. Na targowisko znajdowało się 1,2 tys. stoisk. Z handlu utrzymywały się całe rodziny. - To było serce Słubic. Do pracy przyjeżdżali ludzie z całej Polski, a na zakupy - tysiące Niemców - przypominają kupcy. Policja ogłosiła wczoraj, że po wstępnych szacunkach straty wynoszą 24 mln zł.
Dramat mieszkańców znalazł się na czołówkach polskich i niemieckich mediów. Do Słubic przyjechał wojewoda lubuski Wojciech Perczak. Po spotkaniu z władzami postanowił przekazać 5 mln zł na doraźną pomoc poszkodowanym kupcom. Pieniądze trafią na konto miasta, a samorząd zajmie się określeniem wysokości pomocy dla każdego z poszkodowanych.
Kupcy nie chcą jednak doraźnych zapomóg. Gdy burmistrz zaproponował im utworzenie tymczasowego targowiska, usłyszał w odpowiedzi gwizdy. - To może nas podzielić. Jeśli jedni nie będą handlować, czekając na odbudowę bazaru, a drudzy pójdą w tym czasie na nowe targowisko, to z odbudowy nic nie wyjdzie. Miasto szybko zapomni o obietnicach, jakie nam składa - mówi Adam Modrzejewski, który na bazarze handlował 10 lat. - Jedyne możliwe rozwiązanie to rozebranie konstrukcji, która ocalała w pożarze, i jak najszybsze przystąpienie do odbudowy - powtarza to, co większość kupców.
Burmistrz Słubic odbudowę bazaru zapowiedział już w czwartek, ale od razu dodał, że miasto samo może sobie nie poradzić z takimi wydatkami. Koszt odbudowy szacuje się na kilkanaście milionów. Wczoraj wojewoda Perczak zadeklarował, że zaraz po otrzymaniu od biegłych oceny i wysokości start, które spowodował pożar, wyśle wniosek do premiera o uruchomienie pomocy finansowej z rezerwy celowej, jaką rząd ma pomoc ofiarom katastrof. Część z tych pieniędzy mogłaby trafić na odbudowę bazaru. Wojewoda zapowiedział także, że do usuwania szkód i porządkowania terenu odda do dyspozycji sprzęt techniczny straży pożarnej, policji i pobliskich jednostek wojskowych.
Zaczęło się od iskry
Policja potwierdziła wczoraj, że pożar targowiska spowodować mogło zaprószenie ognia przez robotników remontujących jedno ze stoisk. - Korzystali ze szlifierek kątowych do cięcia blachy, które wywołują iskry. Świadkowie zeznali, że pożar zaczął się od stoiska, na którym pracowali robotnicy i to zaraz po opuszczeniu przez nich targowiska. Sami podejrzani, choć twierdzą, że ognia nie widzieli, nie wykluczają takiej wersji - wyjaśnia Agata Sałatka, rzecznik lubuskiej policji.
Wczoraj na bazarze trwały oględziny. Zorganizowano też wizję lokalną, a robotnikom przedstawiono zarzuty. Dwóch mężczyzn odpowie za niezachowanie ostrożności, co doprowadziło do pożaru, który z kolei stanowił zagrożenie dla życia wielu osób oraz mienia sporych rozmiarów. Zarzuty mówią o stratach w wysokości 24 mln zł. Robotnikom grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia. Policja ujawnia, że mają 41 i 46 lat, ale nie podaje ich inicjałów, obawiając się samosądu.
Ludzie, którzy stracili dorobek życia, są rozgoryczeni. Gdy wczoraj burmistrz chciał podziękować za akcję gaśniczą strażakom, rozległy się gwizdy i buczenie. Dopiero gdy wspomniał o strażakach z Frankfurtu, którzy również gasili pożar, rozległy się gromkie brawa.
Wielu handlarzy zarzuca polskim strażakom, że nie byli przygotowani do akcji gaśniczej i starali się za mało, by uratować ich dobytek. W ich opinii to niemieckie jednostki ugasiły pożar. Straż zarzuty odpiera.
Paweł Sławiak z Rady Bazaru: - Teraz wszyscy obiecują pomoc. Czy będzie tak, że po miesiącu, dwóch, o nas się zapomni? Mam nadzieję, że nie. Stoisko mojej żony spłonęło całkowicie, mnie udało się uratować część rzeczy, ale tak jak wszyscy będą musiał zaczynać od początku.
Przeczytaj również:
Spłonął przygraniczny bazar w Słubicach
Aktualne informacje na
stronach Urzędu Miejskiego w Słubicach
|