|
Wywiad Michała Borowskiego dla "Dziennika" wywołał burzę w Radzie Warszawy. Naczelny architekt miasta w ostrych słowach krytykuje rajców. Zarzuca im, że odrzucili projekt uchwały o centralnym zarządzie targowisk, bo sami czerpią zyski z bazarowego handlu. Radni odpowiadają: projekt był zły i nie konsultowano go wcześniej z nikim.
Radosław Górecki, Marcin Przewoźniak
Dziennik, 21. września 2006 r.
Michał Borowski nie może darować radnym Warszawy, że odrzucili jego pomysł centralnego zarządzania parkingami i bazarami w mieście. Wytoczył działa najcięższego kalibru, oskarżając radnych o konflikt interesów.
Wypowiedziami urzędnika poczuł się dotknięty wiceprzewodniczący rady miasta Mirosław Sztyber (bezpartyjny), od lat zasiadający w zarządzie Centrum Handlowego "Szembeka" i aktywnie działający w środowiskach kupieckich. - Zastanawiałem się, do kogo pan Borowski pije. Swoją działalność zawodową uprawiam legalnie, a moja rodzina nie prowadzi targowisk - mówi Mirosław Sztyber. - Uchwała o centralnym zarządzie była niedopracowana, wrzucona pod obrady z zaskoczenia i mogła być niekorzystna dla kupców. Taki zarząd skupiłby w jednych rękach absolutną władzę nad terenami często bardzo atrakcyjnymi dla inwestorów. Zarząd tej struktury miałby decydować o losie kilkunastu tysięcy warszawskich kupców i ich rodzin - argumentuje radny. I dodaje, że najpierw warto by sprawdzić pomysł miejskiego zarządzania w mniejszej skali, np. na kilku wybranych bazarach. - Zgadzam się, że na niektórych terenach trzeba zmienić administratorów, którzy źle zarządzają targowiskami. Dotyczy to tych miejsc, które są zaniedbane i przynoszą wstyd miastu. Ale nie wrzucajmy wszystkich bazarków do jednego worka - dodaje Mirosław Sztyber.
Sceptycyzmu nie kryje też radny Wiesław Drzewiecki (PiS) od dawna współpracujący ze środowiskami kupieckimi. - Projekt centralnego zarządu nie był konsultowany ani z kupcami, ani z radnymi. Jeśli miałby on koordynować politykę miasta wobec targowisk, opracowywać taryfy i ułatwiać procedury administracyjne, to czemu nie? Ale jeśli ma być to urzędnicza czapa wyręczająca organizacje kupieckie i eliminująca je z działalności publicznej, jestem przeciw - dodaje Drzewiecki.
Julia Pitera, posłanka Platformy Obywatelskiej, zasiadała przez lata w Radzie Warszawy. Zgadza się z krytyczną opinią Michała Borowskiego na temat radnych. - Wielokrotnie wyrażałam zdumienie, że osoby zawodowo związane z handlem głosują w sprawach, które dotyczą także ich. Zwykle podkreślają wtedy, że świetnie znają się na sprawach, o których decydują. To najczęstsze wytłumaczenie konfliktu interesów - mówi Pitera.
Bez odpowiedzi pozostaje na razie pytanie o koszty i opłacalność urzędu proponowanego przez Michała Borowskiego. W Katowicach, gdzie funkcjonuje Zakład Targowisk Miejskich planowane przychody sięgające prawie 9 mln "zjedzą" wydatki. Zysk z takiego zarządzania targowiskami to ledwie 150 tysięcy zł.
Co powiedział Michał Borowski
Naczelny architekt stolicy za bałagan na targowiskach i parkingach obarcza radnych: - Jak miała zapaść uchwała o targowiskach, to się okazało, że na sali obrad wśród radnych nie było większości. Dlaczego nikt nie mówi o tym, że jeden z radnych ma z rodziną targowisko w centrum miasta? On nie chce zarządu targowisk, bo wie, jak dużo by na tym stracił. Radni są przeciwni takim pomysłom, bo biją one w czyjeś interesy. Właśnie te słowa Michała Borowskiego w wywiadzie dla "Dziennika" wywołały oburzenie warszawskich radnych.
przeczytaj cały wywiad...
|