|
Posłowie decyzję w sprawie zakazu podejmą po wyborach samorządowych
Piotr Miączyński Leszek Kostrzewski
Gazeta Wyborcza, 5. września 2006 r.
Wczoraj napisaliśmy, że Ministerstwo Pracy chce wynająć ankieterów, którzy chodziliby po małych sklepach, pytając właścicieli, czy zatrudnią zwolnionych z marketów pracowników. Sieci straszą, że jeśli parlament wprowadzi zakaz handlu w niedzielę dla hiper- i supermarketów, wyleją 60 tys. osób.
Eksperci do pomysłu resortu podchodzą z rezerwą. - Nie da się zrobić dobrej analizy według wytycznych ministerstwa - twierdzi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z PKPP Lewiatan.
- Drobne sklepy osiedlowe na pewno nie wchłoną pracowników hipermarketów, one już mają bowiem swoich pracowników - twierdzi Barbara Stefaniak-Gnyp z NSZZ "Solidarność". Mimo to popiera zakaz.
Jej zdaniem wprowadzenie zakazu handlu nie musi oznaczać zwalniania osób z hipermarketów. Warunkiem jest jednak większa kontrola wielkich sklepów przez PIP. - Jeśli markety przestaną wykorzystywać ludzi i nie będą nakazywać im pracy po kilkanaście godzin dziennie, to zatrudnienie nie spadnie - twierdzi Stefaniak-Gnyp.
Jakie będą dalsze losy handlu w niedzielę? Ministerstwo Pracy uzależnia to od wyników badania, które mają być znane pod koniec roku.
- Nie spodziewam się żadnych poważnych decyzji w sprawie handlu w niedzielę przed wyborami samorządowymi - twierdzi Andrzej Maria Faliński, sekretarz generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji zrzeszającej hiper- i supermarkety. Według niego szlaban na niedzielne zakupy mógłby pozbawić PiS potrzebnych w wyborach głosów, zwłaszcza z wielkich miast.
- Wprowadzenie zakazu nie jest prostą sprawą, zwłaszcza że sprawa budzi duże opory społeczne - przyznaje Andrzej Liss z PiS - z-ca przewodniczącego komisji ds. przedsiębiorczości.
W Sejmie trwają podchody ze strony posłów LPR (to ugrupowanie zgłosiło projekt), którzy chcą przekonać PiS do głosowania za ich pomysłem. W takiej sytuacji kluczowa dla losów zakazu może być decyzja trzeciego koalicjanta. A Samoobrona po początkowym entuzjazmie dla projektu patrzy na negocjacje z boku. Większość elektoratu tego ugrupowania mieszka na wsi i problem marketów nieczynnych w niedzielę go nie dotyczy.
- Proponujemy rządowi kompromis, siądźmy do rzeczowych rozmów. Zamkniemy sklepy w najważniejsze święta typu 11 Listopada, 1-3 Maja lub Wielkanocy - twierdzi Faliński. Taką propozycję jego organizacja składała już kilka miesięcy temu. Politycy nie byli jednak wtedy zainteresowani.
|