|
Z dużym zainteresowaniem przeczytałem opublikowany w Gazecie Stołecznej z 9 czerwca tekst pt "Nowy stadion kupców", w którym Michał Wojtczuk opisuje mniej czy bardziej realne plany budowy przy modernizowanym w przyszłości stadionie X-lecia komercyjnego obiektu handlowego, którego zyski bodaj w części wspomogłyby utrzymanie kompleksu sportowego. Kupcy warszawscy o konieczności likwidacji Jarmarku Europa słyszą od dawna i w znacznej mierze z tą myślą się pogodzili. Rozumieją, że stolica dużego europejskiego kraju chce być piękna, a ich stragany niekoniecznie ją zdobią. Są jednak pełni lęku, co stanie się z ich przez długie lata utrzymywanymi miejscami pracy? Czy zasilą szeregi bezrobotnych? Czy też może wzorem setek tysięcy Polaków kupcy i ich dostawcy powinni szukać pracy za granicą, aby nie psuć statystyk bezrobocia? Czy ktoś z rządców Warszawy w ogóle zadaje sobie takie pytania?
I oto pojawia się pomysł budowy nieopodal stadionu dużej hali targowej - zapewne daleko piękniejszej i wygodniejszej i dla sprzedających i dla kupujących od tonących na zmianę w błocie i spiekocie straganów. Mało tego - hipotetyczny inwestor chce się z kupcami dogadać, bo jak mówi "zwykła biznesowa przyzwoitość nakazuje odnosić się z szacunkiem do partnera, który dziś zajmuje to miejsce". Mało tego - kupcy widzą możliwość współfinansowania tej potężnej inwestycji, by jak nigdy dotąd być częściowo bodaj "na swoim".
Należy gorąco poprzeć każdą inicjatywę, która dobrze służąc Warszawie, nie pozbawi kilku tysięcy kupców i przedsiębiorców środków do życia.
Należy gorąco poprzeć każdą inicjatywę, która oparta jest o podmiotowe traktowanie kupców, konsultowanie z nimi planowanej inwestycji, a także umożliwienie im - poprzez współfinansowanie - stania się współwłaścicielem nowego obiektu handlowego.
Należy również gorąco poprzeć, a tego niestety w doniesieniach prasowych brakuje, udzielenie kupcom gwarancji, że współfinansując przyszłą inwestycję nie staną się - jak za czasów niechlubnie minionych - jedynie najemcami powierzchni, którym umowy najmu można wypowiedzieć za rok lub dwa, a nie za lat dwadzieścia czy trzydzieści.
Trzeba apelować do władz stolicy, by wszystkich obywateli - w tym kupców i drobnych wytwórców - wysłuchały i starały się - gdzie i kiedy tylko można iść im na rękę. Zbyt często bowiem zapominamy, że władza jest dla obywateli, a nie na odwrót.
Jednak - jak się okazuje - nie wszyscy tak rozumują. Posłanka Julia Pitera słynąca z pokazowego "sprzątania Warszawy" w ramach kampanii wyborczych jest zdania odrębnego. "Kupcy mają być konsultantami...?" - pyta w swoim komentarzu. "Ten obiekt stanie na gruncie należącym do skarbu państwa, a nie do kupców. Kto dał im prawo do decydowania o jego przeznaczeniu?"
Nie wszyscy zapewne pamiętają, że dawno, dawno temu za Bieruta, Gomułki czy Gierka naród mawiał, że "państwowe" to znaczy "niczyje". Chciałbym wierzyć i chciałbym aby wszyscy wierzyli, że dzisiaj w trzeciej, czwartej czy piątej Rzeczypospolitej jest inaczej. Chciałbym mówić i chciałbym aby naród mówił, że "państwowe" to znaczy "nasze". Chciałbym, aby grupy obywateli które mają oczywisty interes w takim lub innym zagospodarowaniu naszej wspólnej przestrzeni mogły wyrażać swoje opinie, realizować swoje marzenia, jeśli tylko nie koliduje to z dążeniami innych. A jeśli koliduje - byśmy umieli zawierać kompromisy.
W swoim komentarzu Pani Poseł używa słowa "buta". No właśnie - wstyd, Pani Poseł.

Marek Chimiak członek zarządu
Warszawa, 12 czerwca 2006 roku
|